Ogólna zasada jest taka, żeby ograniczyć wszystko i jeść jak najwięcej produktów proteinowych. Fazy diety są cztery t.j : uderzeniowa, naprzemienna, utrwalania efektów i stabilizacyjna. Osobiście nigdy nie dokończyłam nawet tej trzeciej. Pierwszy moment w którym zobaczyłam mniejszą liczbę na wadze zrekompensował te ciężkie dni na kefirze i jajku, cóż to była za radość zobaczyć, ze dieta rzeczywiście działa. I to szybko bo już po tygodniu widzisz, że kilogramy poszły w dół.
"Na Dukanie" byłam dwókrotnie. Za każdym razem efekt jo-jo był powalajacy. Schudłam 5 kilo tyłam 10, wystarczył weekend w Mielnie, a waga rosła diametralnie. I ten totalny brak siły na wszystko. Wysiłek fizyczny jest zalecany w minimalnych dawkach. Najlepiej wgl leżeć i patrzeć jak chudniesz. Ja jednak chciałam coś ze sobą zrobić. Coś wiecej. Przy drugim podejściu do tej diety zaczełam chodzić na zumbę. Początkowo było super, ale z zajęć na zajęcia czułam się coraz słabsza. Miałam problem z koncentracją na konkretnym ruchu, problemy z wykonaniem ćwiczenia do końca. Godzina tańca to była mordęga. Do tego doszło wypadanie włosów. Były wszędzie. Na poduszce, dywanie, w jedzeniu. Wszędzie. Mimo wszystko, kiedy znajomi pytali jaka ta dieta jest, czy rzeczywiście tak świetnie działa, mówiłam że tak. Bo spadek wagi był, a efekty uboczne występują zawsze.
Jeśli jednak o mnie chodzi to nikomu nie polecam tej drakońskiej diety. Zbyt duża ilość białka dostarczana do organizmu z posiłkiem jest ciężka dla naszej wątroby. Co przekłada się na ociężałość samą w sobie.
Kilka zdjęć po przebrnięciu przez dwie pierwsze fazy diety, przy pierwszym do niej podejsciu:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz