Kiedy kochamy bardziej? I czy jest wgl coś takiego jak mocniejsza i słabsza miłość? Czy zawsze, bez względu na okoliczności kocha się, drugą osobę tak samo? No bo kiedy jesteśmy z kimś w związku, angażujemy w to całego siebie, to czy np. nasz wygląd ma jakiś wpływ na nasze uczucia? Czy akceptacja samego siebie ma jakiś związek z tym co czujemy do naszego partnera?
Kurde, dużo pytań. Ale w sumie miłość to trudny temat, a właśnie ostatnio tak się zastanawiałam, czy kiedy było mnie więcej to czy kochałam i byłam kochana mocniej. Czy może teraz, kiedy schudłam i polubiłam siebie od nowa, kocham bardziej. Sama nie wiem. Wiem tylko, że kiedy byłam gruba (nazywajmy rzeczy po imieniu) sama siebie nie kochałam. A jednak ON zawsze powtarzał, że jestem tą najważniejszą i najwspanialszą. Nie powiem, trudno było mi w to wierzyć, ale jednak było pocieszeniem kiedy w nocy kładąc się do łóżka miałam się do kogo przytulić.
Jednak mimo pełnej, akceptacji i adoracji zdecydowałam się coś ze sobą zrobić. Powalczyć o miłość do samej siebie. Bo nie da się żyć szczęśliwie tylko w blasku czyjejś miłości. Jeżeli, codziennie patrząc w lustro, krzywisz się do swojego odbicia, płaczesz bo nie mieścisz się w ulubioną sukienkę, nie jesteś w stanie odwzajemnić tego uczucia tak jak osoba która Cię kocha na to zasługuje. Czy to ma sens? Rozumiecie o co mi chodzi? Kiedy ciągle marudzisz, że jesteś gruba, że brzydko wyglądasz, nic Ci nie pasuje nie doceniasz tego co dostajesz więc tak jakby nie kochasz tak mocno jak mogłabyś. Bo nie tylko Ty potrzebujesz miłości, żeby żyć. Związek to partnerstwo. Wszystko działa, a przynajmniej powinno, w dwie strony. Kiedy coś dajesz, chcesz coś dostać w zamian. Nie jesteś w stanie tego zrobić nie akceptując samego siebie. Przynajmniej ja nie byłam. Chociaż przyznam szczerze, że bycie grubym jest bezpieczniejsze. Bo mniej facetów ogląda się za "puszystą" dziewczyną. Więc automatycznie, zagrożenie zdrady jest mniejsze. Taki związek jest jakby bezpieczniejszy. Bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach, nie odejdzie od osoby, która akceptuje Cię pomimo nadbagażu, żeby szukać przygód. Bo ich raczej nie znajdzie. Przynajmniej nie na zdrowych zasadach.
Dajcie znać co wy na ten temat sądzicie. Czy wgl ktoś, poza mną, się nad tym kiedykolwiek zastanawiał?
P.S Kocham Cię <3



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz