Natomiast biegniesz wtedy, gdy przekraczasz tą granicę, swobodnego rozmawiania. Skupiasz się na równomiernym oddychaniu, a najważniejszym jest nie tyle dystans, co czas w jakim go pokonasz.Dlatego jogger pokona 10 km w około godzinę (6min/1km), a biegacz nawet w 40 min (4min/1km).
Jeden od drugiego nie jest ani lepszy, ani gorszy. Każdy z nas woli coś innego, a to że aktualnie nie poruszasz się z prędkością strusia pędziwiatra nie oznacza, że w przyszłości nie pokonasz maratonu, kończąc w pierwszej dziesiątce.
Wszystko zależne jest od tego jak często, jak daleko i po jakim terenie biegamy.
Kiedy dopada mnie zwątpienie, kiedy moje tempo biegu niewiele różni się od tego jak chodzę, myślę sobie, że przynajmniej robię to szybciej, niż ludzie siedzący w tym czasie na kanapie, przed TV :).
Ja, od wtorku do soboty, pokonuję dystans 5,5 km do pracy. Nie jest to długa trasa, ale kosztuje mnie to dużo wysiłku. Po pierwsze, żeby zacząć musiałam przestawić budzik o 10 min w tył (o matko! nie wyśpię się!), po drugie mieszkam w Anglii, gdzie deszcz to nie pierwszyzna (zaciągam kaptur, w plecaku trzymam zapasowe ubrania i heja), po trzecie miasteczko w którym mieszkam ma bardzo zróżnicowany teren. Prawie nigdy nie biegnę prosto. Moje 5,5 km zajmuje mi średnio 39 min (długo, bo 10 km po innym terenie jestem w stanie przebiec w godzinę), a to dlatego, że w tym czasie mam do pokonania cztery "górki".
Wymieniłam dojazd do pracy ze znajomym na bieganie prawie trzy tygodnie temu. Na początku było ciężko. Już przy pierwszym podbiegu było ciężko, a gdzie tam kolejne trzy !! Teraz ta pierwsza górka, już nie sprawia mi większego problemu (mój pierwszy Everest zdobyty, juhu!). Kolejna nie jest stroma, ale dosyć długa, przez co dosyć konkretnie mnie męczy, ale kiedy już przebiegnę jestem na połowie dystansu (motywujące). Trzecia to już nie górka, a 16% wzniesienie, na którym samochody muszą wrzucać większy bieg i dodać gazu, żeby wjechać. Jeszcze nie udało mi się wbiec na samą górę (szczerość, to podstawa), ale za każdym razem staram się postawić chociaż kilka kroków więcej, niż dzień wcześniej. Zawsze to jakiś postęp i skraca czas biegu. No i już prawie na miejscu, przed samą fabryką mam taką górkę, krótką, ale dość mocną. Początkowo na nią wchodziłam. Teraz wbiegam. Płuca często chcą mi potem wyskoczyć z piersi, ale duma trzyma je na miejscu.
Jaka jest różnica w czasie, gdybym pokonała tą trasę pieszo? Jakieś 20 minut. Fakt że przebiegam tą trasę, napawa mnie taką radością, endorfiny skaczą po całym moim ciele, uśmiech nie schodzi mi z twarzy.
Myślę sobie, że kiedy uda mi się w końcu podbiec na to najwyzsze wzniesienie, będę mogła myśleć o przygotowaniach do maratonu (punk do odhaczenia). No i oczywiście, popracować nad czasem, żeby skrócić go chociaż do pół godziny.
Poniżej przedstawiam, znalezione w sieci, powody do tego aby biegać:
Moje ulubione powody:
Sama lepiej bym tego nie ujęła :)
Pozdrawiam,
Klaudia



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz